Kolejnego dnia już o świcie ruszyliśmy w drogę.
Kompletnie nie wiedziałam gdzie jedziemy, zdążyłam się tylko zorientować, że jedziemy na południe Polski. Tak jak myślałam - góry! Nie powiem, bo góry lubię, jednak nie byłam do końca przekonana, czy to był dobry pomysł akurat teraz. Jechaliśmy już kilka dobrych godzin, a ja z okna widziałam tylko różnego rodzaju hale stalowe Małopolska i pola przykryte białym puchem. Jakież było moje zdziwienie gdy przekroczyliśmy granicę Polski. Zauważyłam tylko znak oznajmiający, że znajdujemy się w Czechach. Kompletnie nie wiedziałam gdzie jedziemy, nie miałam już nawet malutkich podejrzeń. Zastanawiałam się usilnie, bo nie miałam co się łudzić, mój chłopak nie zdradzi mi naszego punktu docelowego, aż w końcu się poddałam i oddałam w głęboki sen, którego mi brakowało przez ostatnie dni.
Nagle obudził mnie głos mojego chłopaka, który oznajmił, że jesteśmy na miejscu. Spodziewałam się, że zaparkujemy pod jakimś hotelem, tymczasem my zaparkowaliśmy w centrum miasta. Nawet nie wiedziałam gdzie jesteśmy, a mój chłopak kazał mi wysiąść z samochodu. Przeszliśmy kawałek spacerem i nagle zobaczyłam jarmark Bożonarodzeniowy! Byliśmy w Austrii, we Wiedniu! Nie mogłam sobie wymarzyć lepszej niespodzianki na ten czas! Dopiero tutaj poczułam prawdziwy klimat Świąt! Mam nadzieję, że wrócimy tu jeszcze nie raz!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz